No dobra trzy wdechy i piszę o co się rozchodzi i dlaczego mnie ten szlag trafi.
Jestem najmłodszy z 3 rodzeństwa a gram role rodzinnego psychologa i próbuje przegadać do rozumu rodzinie. Cóż mama w Hospicjum a rodzinka nie może się dogadać a to bo tata kładzie ręczniki na ziemi mokre po kąpieli siostra się wkurza, a to siostra odłożyła torbę nie na miejsce wkurza się tata oczywiście siostra zwala winę na mojego starszego a jej młodszego brata znowu brat wkurza się że bez mamy wszystko się wali i 3/4 domu na mojej głowie. (racja), Babcia wielce zła bo nie rozumie dlaczego hospicjum nie może być na cito w domu... Próbując grzecznie wytłumaczyć że to kwestia może dni góra mam nadzieje 2tyg omal nie dostałem w łeb... Ratunku i ja mam kogoś godzić? mieć siłę? i nie wylądować w szpitalu? NIE MOŻLIWE... bo zwyczajnie kogoś zabiję ja. I co ja robić mam? Jak zrozumieć każdego i nie mieć chęci morderczych? Żeby było ciekawiej cała Familia kocha się i w ogień by każdy za sobą wszedł... Problem w tym że to ja na lekach mam najbardziej trzeźwe myślenie. Mój Boże oddaj mi zdrową mamę która potrafiła to ogarnąć i rozładować napięcie bo na 20 latka to za dużo...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz